Orzeszkowa – ciało męskie

W przeciwieństwie do dzieł Prusa, który często celowo wprowadza w błąd swoich wykształconych na pracach fizjonomistów czytelników, w przypadku Orzeszkowej można zaufać danej przez nią fizycznej charakterystyce bohatera, „naszkicowane przy prezentacji postaci rysunki fizjonomiczne potwierdzają się potem w akcji, wizerunki patognomiczne – we wspomnieniach o przeszłości” (Bachórz 1987: 572-573). W Nad Niemnem umieściła autorka nawet swoistą lekcję czytania życiorysu bohatera z jego twarzy:

Eliza Orzeszkowa : Nad Niemnem: 177-178

Boże! ileż zmarszczek, ileż zmarszczek tę twarz okryło! Tworzyły one grube fałdy i cienkie promienie na czole, na policzkach, dokoła wypukłych oczu z piwną, posępną źrenicą. Która z tych zmarszczek była mogiłą jego obu braci? w których pogrzebane leżą nadzieje i uniesienia jego młodości? które wyrył czas przez dwadzieścia kilka lat długo, ciężko, ołowianymi kroplami na głowę mu ściekający).

Powieści Orzeszkowej zaświadczają również o uważnej lekturze dzieł Darwina, która powoduje wielość metafor i porównań biologicznych, szczególnie w powieściach chłopskich (Kłosiński 1990: 153). Ciała obce, egzotyczne obserwuje pisarka z kolei przez etnograficzną lupę: w Pierwotnych pojawia się czternastoletni Karakałpak, którego „wzrost mały, członki wątłe, szyja krótka, twarz okrągła, cera ciemnożółta, oczy małe, ukośne i czarne, nos szeroki i płaski, wargi grube, usta szerokie, zęby białe, uszy wielkie i odstające, okrycie głowy, kaftan i poniższe ubranie ze skóry reniferowej sierścią na wierzch zwróconej” (Orzeszkowa 1949a: 224) wzbudzają niezdrowe zaciekawienie u prowincjuszów. W Meirze Ezofowiczu czytamy o różnicach między Żydami sefardyjskimi a Aszkenazyjczykami:

Eliza Orzeszkowa : Meir Ezofowicz: 109

[…] ludzie względnie niedawno przybyli z Południa lub Wschodu i ci, nad którymi od wieków rozciąga się niebo blade i wieją mroźne wichry, duchy powolne i namiętne, mistyczne i zatopione w rzeczywistości, włosy czarne jak najczarniejsze pióra krucze i oczy błękitne jak barwa pogodnych obłoków, czoła białe i śniade, organizmy silne, hartowne i ciała chude, suche, nerwowe, drgające namiętnością, napojone marzeniem, trawione fantazją.

Orzeszkowa zwykle wyposaża mężczyzn w jedną charakterystyczną cechę wyglądu lub jakiś tik, który przywoływany jest niemal przy każdym pojawieniu się danej postaci. I tak w Nad Niemnem o Różycu wciąż mówi się, że „nerwowym ruchem pociągnął sznurek od binokli” (Orzeszkowa 1984a: 82); Benedykt w chwilach zadumania „długi wąs swój na gruby swój palec nawijał” (Orzeszkowa 1984a: 33), ewentualnie, zdenerwowany, „końce długiego wąsa do ust wkładał i przygryzał” (Orzeszkowa 1984a: 110); Ignacy Orzelski chodzi zawsze „okrągły żołądek naprzód podając” (Orzeszkowa 1984b: 63). Szambelan Pomieniecki charakteryzowany jest przez „błyskawiczny ruch fizjonomii”, rodzaj ironicznego uśmiechu polegającego na „nagłym zbieganiu się ku sobie wszystkich zmarszczek okalających oczy i usta jego i błyśnięciu białych zębów zza cienkich, zwiędłych warg” (Orzeszkowa 1949a: 118).

W opisy męskiego ciała wpisana jest u Orzeszkowej swoista aksjologia. Pisarka wartościuje swoich bohaterów w zależności od tego, czy trudnią sie oni pracą fizyczną, czy jedynie korzystają z owoców cudzych wysiłków. Znaczący jest więc wygląd męskich twarzy, które powinny być ogorzałe (gdy jest inaczej, czytamy o „wykwintnej arystokratycznej bladości, która świadczy o życiu, spędzonym w bezczynnym spoczynku” (Orzeszkowa 1950c: 146)), oraz dłoni: Orzeszkowej zależy, żeby czytelnik zwrócił uwagę i wyciągnął odpowiednie wnioski z faktu, iż ręka Benedykta Korczyńskiego „wielką była, od opalenia zgrubiałą” (Orzeszkowa 1984a: 31), podczas gdy Teofil Różyc ma dłoń „białą i gładką jak atłas, wypielęgnowaną i wychudłą” (Orzeszkowa 1984a: 31), a nawet widzimy go, gdy „malutką piłką począł bardzo uważnie robić coś około swych pięknych paznokci” (Orzeszkowa 1984a: 43).

Nadmierne starania wokół własnej fizyczności niosą ze sobą zaniedbania w zakresie społecznych i narodowych obowiązków. Mówi Korczyński o czasach, w których przyszło mu żyć: „w takich […] okolicznościach ostatni chyba głupiec utrzymywać się może w roli Adonisa…” (Orzeszkowa 1984a: 61). Wyłącznie bohaterowie negatywni robią manicure i mają „aż do kredowej białości wyczyszczone, zaostrzone i wyglansowane paznokcie ” (Orzeszkowa 1949a: 176), źle jest również w świecie powieści Orzeszkowej oceniane zbyt staranne golenie się. Bohaterów pozytywnych zwykle cechuje naturalny, bujny zarost: Jan Bohatyrowicz to posiadacz „złocistych, bujnych wąsów i jasnozłotych włosów, opadających spod czapki na kołnierz” (Orzeszkowa 1984a: 16). W przeciwieństwie do tego bohatera Kirło ma twarz „tak starannie wygoloną, że aż na policzkach i brodzie błyszczącą” (Orzeszkowa 1984a: 25). Szczególnie naganne wydają się Orzeszkowej bokobrody, prawdopodobnie jako wymagające największych zachodów. W Pierwotnych znajdziemy nawet kompetentny podział na bokobrody „wschodnie”, noszone przez Kołowicza, „gęste a tak długie, że spiczastymi końcami aż do połowy piersi opadające” (Orzeszkowa 1949a: 175), oraz „zachodnie”, preferowane przez hrabiego Wielogrońskiego, „gęste, pięknego, złocistego koloru, […] mniej szeroko rozpostarte, mniej długie i nie spiczaste, ale zaokrąglone” (Orzeszkowa 1949a: 203). Krytykuje pisarka również fryzowanie włosów w celu ukrycia łysiny (Różyc w Nad Niemnem, Frycio Wiewiórski w Ostatniej miłości) czy ich farbowanie (tytułowy Pan Graba), a nawet, jak w Australczyku, czesanie się „szczotką w srebro oprawną” (Orzeszkowa 1949b: 103). Nie uznaje nadmiernej dbałości o strój, szczególnie wyśmiewa ubiory „gwałtownie na pamięć przywodzące żurnale mód” (Orzeszkowa 1984a: 81) oraz przesadnie nakrochmalone gorsy męskich koszul, które przyrównuje do „ płóciennych tarcz” (Orzeszkowa 1984a: 25) czy „pancerzy” (Orzeszkowa 1949a: 176). Żałosny jest mężczyzna, który trzyma pod lustrem „cały pułk słoiczków i flaszeczek z perfumami, pomadami, olejkami itd.”, a przy tym posiada trzydzieści sześć krawatów „przeróżnych barw, wąskie, szersze i najszersze”, które dobiera pod kolor bonżurki, „dwanaście par butów, kamaszków i półbucików błyszczących jak złoto i rzędem ustawionych przy ścianie” (Orzeszkowa 1953: 311), jak również ten, który z upodobaniem przegląda się sobie w lustrze, przekonany, że wygląda „Jak Apollo!…” (Orzeszkowa 1953: 312).

Pięknisie porównywani są często do posągów, jak Alfred Różyński, pochopnie zaślubiony mąż Reginy w Ostatniej miłości, którego „martwa, zimna i posągowo piękna twarz” pozbawiona jest „tych promieni i odblasków, jakie z wnętrza ludzkiego wychodząc oświecają oblicze myślą i uczuciem”: „oczy jego patrzyły w przestrzeń niby szklane, a blask ich był blady, mdławy; kiedy mówił, usta poruszały się powoli jak u automata, bez uśmiechu i bez najmniejszego drgnięcia” (Orzeszkowa 1953: 239). Prawdziwi mężczyźni są „prawie brzydcy”, jak hrabia Witold w Pamiętniku Wacławy (Orzeszkowa 1950c: 263), i nigdy nie przejmują się własnym ciałem, jak Stefan Rawicki z Ostatniej miłości, który był „zanadto poważny, aby myśleć o tym, jak ma wejść, ukłonić się i powitać obecnych – najpewniej nigdy nawet nie pomyślał, jak się wyda jego powierzchowność” (Orzeszkowa 1953: 130-131) – podczas gdy na przykład Zygmunt Korczyński zwykle stoi „w pozie jakby z przyzwyczajenia malowniczej” (Orzeszkowa 1984a: 101). Nie są także zmysłowi, cechuje ich zwykle swoisty rys ascezy„prostota i godności, powaga i wdzięk” (Orzeszkowa 1953: 130-131), w przeciwieństwie do bohaterów negatywnych, mężczyzn słabych i zniewieściałych, których usta „układają się pod czarnym wąsikiem niby do ciągłego smakowania wybornego jak najsmaczniejsza potrawa życia” (Orzeszkowa 1953: 76).

Lenistwo i pasożytnictwo prowadzi nieuchronnie do otyłości, jak w przypadku dekadenta Zygmunta, który choć „cerę twarzy ma […] bladą i znużoną, ale postać jego, szczególniej w środkowym punkcie, zaokrągla się i pełnieje” (Orzeszkowa 1984c: 31), ale też do nałogów. Mężczyźni u Orzeszkowej palą cygara, uprawiają hazard, nadużywają alkoholu lub nawet morfiny (w Nad Niemnem znajdziemydokumentację przemian zachodzących w Różycu pod wpływem zażycia uzależniającej substancji: „Opuścił był salon osłabionym krokiem, pożółkły i cierpiący; wrócił odmłodzony, świeży, promieniejący, z błyszczącymi oczami i lekkim nawet zarumienieniem na welinowych policzkach” (Orzeszkowa 1984a: 99)). Ich zniszczone ciała zaświadczają o niezdrowym trybie życia: twarz Kaliksta Graby,

Eliza Orzeszkowa : Pan Graba: 12

[…] o pięknych i regularnych rysach pokrywała żółtawa bladość, będąca zwykle świadectwem fizycznych i moralnych chorób […]. Oczy duże zapadłe były, a nad brwiami rysowały się drobne, ale gęste zmarszczki. Wyższą wargę i część lewego policzka przebiegało mu co chwila nerwowe drganie, jakie daje się spostrzegać u ludzi, wyniszczonych chorobą lub namiętnościami […]. Wzrost miał wysoki, rękę małą i wielkiej białości, ale bardzo chudą; chudość ta zresztą raziła w twarzy jego i psuła piękność całej postawy, rzucając na nią cechę wyniszczenia i bezsilności.

Męskie ciało i jego fizjologia są dla bohaterek Orzeszkowej zwykle potworne: oparte na sentymentalnych lekturach dziewczęce wyobrażenia nie przygotowują do konfrontacji z rzeczywistością. Szczególną grozę wywołuje zmieniona pod wpływem pożądania seksualnego męska twarz. Jest to jakby ujawnienie „prawdziwego”, tj. zwierzęcego oblicza ukochanych.Kiedy Wacława przyłapuje Lubomira w przedpokoju z garderobianą, wykrzykuje: „twarz jego, mój Boże! Jakiż wyraz miała twarz jego! Wstrętny jakiś, brzydki, niepojęty dla mnie, ale taki, że na widok jego twarzy moja oblała się ukropem, brwi ściągnęły się mimo woli, powieki kłoniły się w dół pod naciskiem niezmiernego wstydu” (Orzeszkowa 1950e: 143). Swoje rozczarowanie Agenorem dziewczyna wyraża w metaforyce powieści gotyckich: „odbyła się przed mymi oczami straszna metamorfoza człowieka w trupa”; „Na miejscu każdego z tych świetnych połysków, które mię w nim tak zachwycały dotąd, ujrzałam plamę i wydawało mi się, że widzę szkielet człowieka, wypolerowany po wierzchu i jak próchno wśród ciemności błyszczący nikłym fosforycznym światłem, a spod tej cienkiej warstwy lakieru i blasku widniały czarne plamy toczącej go gangreny” (Orzeszkowa 1950c: 298). Podobnie zmienia się tytułowy Pan Graba, z którego twarzy maska opada podczas nocy poślubnej.

Kobiety wolą na mężczyzn patrzeć z daleka, co wydaje się warunkiem erotycznego zainteresowania. Jan Bohatyrowicz najczęściej objawia się zakochanej dziewczynie jako dochodzący ją z oddali męski głos, „silny i czysty” (Orzeszkowa 1984a: 115), „dźwięczny, donośny, pełną drżeń i uśmiechów radością nabrzmiały” (Orzeszkowa 1984b: 88). Kiedy Justyna na niego patrzy (a tylko w ten zapośredniczony sposób może go ujrzeć również czytelnik, jako że w powieści nie ma ani jednego opisu mężczyzny, który byłby dokonany z innego punktu widzenia), jej perspektywa jest zawsze w jakiś sposób zaburzona, nieoczywista. Dziewczyna zazwyczaj dostrzega wyłącznie rysującą się w oddali sylwetkę mężczyzny, np. kiedy obserwuje przez okno, jak chłopak „na kształt górskiego jelenia, prędko i zręcznie wbiegać zaczął na wysoką, piaszczystą ścianę” (Orzeszkowa 1984a: 46), lub spogląda z dołu, kiedy idąc polnym traktem spotyka chłopaka, stojącego na wozie, lub kiedy siedzi pod drzewem i obserwuje mężczyznę wśród żeńców. Perspektywa ta deformuje postać Jana i sprawia, że wyrasta on na rodzaj chtonicznego bożka płodności lub postać ze słowiańskiej mitologii.

W Hekubie opis pięknych ciał rosyjskich wojskowych jest nasycony subtelnym, niemal perwersyjnym, gdyż przecież zakazanym (Rosjanie!) erotyzmem:

Eliza Orzeszkowa : Gloria victis: 163

W mundurach obcisłych, wyprostowani i mnóstwem świecących ozdób błyszczący, mieli w sobie ten rodzaj elegancji i gracji, który zawsze i wszędzie ludziom wojskowym towarzyszy, ale który dla jej oczu był nowym zupełnie, niepodobnym zupełnie do tego ich rodzaju, wśród którego wzrosła. Ruchy ich, brzmienia głosów, śmiechy rozlegające się często na ulicy i we wnętrzach domostw, miały w sobie tę śmiałość – i wesołość, z jakimi chodzi po świecie i patrzy na świat – siłą. Siła oręża pobrzękującego o kamienie bruku i rzucającego w świetle słonecznym połyski jak stal ostre i jak złoto świetne. Siła ogromu, który zwyciężał nieraz i był pewnym, że zwycięży znowu. Siła ciał zahartowanych w musztrach, nie rozsłabionych w myśleniu, które całe i z chciwością podają się ku radości życia i jego rozkosznym użyciom. I jeszcze: jakiś rozmach szeroki, jakaś hulaszcza swoboda i zwycięska, triumfująca duma. W szeroko od ciekawości otwarte oczy dziewczyny rzucały się, wyobraźnię jej ku sobie ciągnęły nowość, egzotyczność, błyskotliwość, pewnego rodzaju malowniczość. Bił w nią stamtąd powiew jakiś nierozumiany, nienazwany, lecz upalny, woni jakichś, radości nieznanych, i nienazwanych pełen…

Jedynym męskim bohaterem, którego Orzeszkowa pozwoli nam zobaczyć nago, jest zidiociały skrzypek w Nad Niemnem: w momencie gdy Justyna przygotowuje toaletę ojca, „stary w rozwartym szlafroku i zupełnym pod nim negliżu stał na środku pokoju” (Orzeszkowa 1984a: 44). W scenie tej, o ogromnym ładunku emocjonalnym, pisarka skupia się na odczuciach córki, kojarzących się trochę z opowieścią Nancy K. Miller w jej słynnym My father’s penis (Miller 1991: 143-149), a obnażenie Orzelskiego jest synonimem całkowitej bezradności i utraty męskości – jego nagość jest nagością przezroczystą, nagością dziecka.

Artykuły powiązane