Anatomia ciała ludzkiego – budowa wewnętrzna

W świetle chłopskich wyobrażeń ludzkie ciało tożsame było z organizacją Kosmosu ( (Libera 1995a: 73)), w swojej konstrukcji odwzorowywało porządek wszechświata ( (Kowalski 2007: 132)) i stanowiło pierwszy model opisu rzeczywistości jako „nośnik” opozycji przód – tył, prawe – lewe, góra – dół ( (Paluch 1995: 157-163)). Ludowa wiedza na temat budowy ciała obejmowała morfologię i anatomię – swoiście pojęte, magicznie interpretowane i sfunkcjonalizowane. Znajomość zewnętrznego wymiaru cielesności możliwa była przede wszystkim dzięki doświadczeniom zmysłowym, zaś informacje na temat kształtu i działania ludzkichnarządów wewnętrznych w znacznej mierze pochodziły z porównywania ich z funkcjonowaniem ciał zwierząt, możliwego za sprawą prowadzonych na nich „sekcji”. Wnioski płynące z podobnych obserwacji były jednak determinowane myślą magiczną ( (Libera 1995a: 72)).

Najważniejszymi, w przekonaniu chłopów, organami wewnętrznymi człowieka były mózg i serce. Według wierzeń ludowych, ulokowany w głowie, białoszary, pofałdowany i galaretowaty mózg kontrolował pracę organizmu i był siedliskiem myśli, pamięci, rozumu, woli, uczuć oraz duszy. Jego rozmiar był wprost proporcjonalny do mądrości właściciela i wyrażał się w stopniu zagęszczenia organu, zatem obszerność mózgu nie miała wpływu na wielkość głowy. Z wiekiem wysychał on i się zmniejszał, w związku z czym człowiekowi ubywało sprawności. Dolegliwości mózgu manifestowały się poprzez produkcję woskowiny, której uchodzenie uszami oznaczało jego oczyszczanie się ( (Paluch 1995: 59-60)).

Serce zapewniało człowiekowi życie i zdrowie. Bez niego funkcjonowanie organizmu byłoby niemożliwe. Stanowiło siedlisko uczuć, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Źródłem ludowych przedstawień jego kształtu były „święte obrazki” (serce Jezusa), wyobrażano je sobie także jako worek lub gruszkę. Według chłopów, serce było przymocowane do żeber za pomocą żył i łączyło się z innymi częściami ciała. Rozmiar organu zależny był od ludzkiego charakteru – im lepszy był człowiek, tym większe miał serce ( (Paluch 1995: 95-96)).

Rozróżniano ponadto szereg innych narządów wewnętrznych. I tak, żołądek przedstawiono jako pofałdowany, zbudowany z mięśni wór o owalnym kształcie, usytuowany w brzuchu, na wysokości mostka. Jego funkcją było trawieniepokarmów oraz właściwe gospodarowanie nimi – przeznaczanie korzystnych składników do budowy organizmu i odsyłanie zbędnych do kiszek, które miały je wydalić. Problemy żołądkowe powodowane były przez spożywanie zepsutegopożywienia, szybkie i łapczywe jedzenie oraz nadmierne denerwowanie się ( (Paluch 1995: 131)).

Podłużna, ciemnobrązowa wątroba, usytuowana w prawej stronie brzucha, zbudowana była z mięśni i żył. Łączyła się z trzustką i żołądkiem. Pomagała w trawieniu, oczyszczała krew i wydalała z organizmu niestrawialne resztki pokarmu. Stanowiła siedlisko gniewu, żalu i żądzy. Jej choroby powodowane był przez niewłaściwe odżywienie się i złość. Symptomami dolegliwości wątrobowych było czernienie narządu oraz powstawanie piegów ( (Paluch 1995: 114-115)).

Przypominająca podłużny liść śledziona, znajdująca się po lewej stronie brzucha, służyła oczyszczaniu pokarmów i gromadzeniu tych złych w jednym miejscu. Mylono ją ze ślepą kiszką lub trzustką – wydłużonym organem, przeznaczonym do trawienia pożywienia ( (Paluch 1995: 102, 105)).

Nerki, podobne kształtem do ziaren fasoli, umieszczone były po obu stronach kręgosłupa. Odpowiadały za filtrowanie płynów: przekazywanie wartościowych ich składników do krwi i usuwanie, w postaci moczu, tych zbędnych z organizmu. Niewłaściwa praca nerek powodowała przedostawanie się moczu do ciała i spływanie do nóg, powodujące ich puchnięcie. Za wszelkie schorzenia nerek odpowiadało niewłaściwe – ostre, słone, kwaśne – jedzenie i picie ( (Libera 2009: 136)).

Z nerkami współpracował pęcherz – cienki worek do przechowywania moczu w organizmie ( (Paluch 1995: 80)), którego wyobrażeniem były pęcherze tworzące się na skórze ( (Libera 2009: 135)). O jego rozmiarach świadczyła częstotliwość oddawania moczu: osoby wielokrotnie tę czynność wykonujące miały pęcherze małe, niezdolne do gromadzenia większej ilości płynu ( (Libera 2009: 135)). Nerki i pęcherz połączone był rurkami, którymi mocz dostawał się do swojej przechowalni

Płuca wyobrażano sobie jako dwa miękkie i lekkie worki do pompowania powietrza oraz dostarczania go do krwi. Worki te, usytuowane pod łopatkami, za sercem i nad nerkami, były połączone zustami inosem. Na starość płuca się kurczyły, w związku z czym człowiek dyszał i płycej oddychał. Choroby płucbrały się z nadużywania tytoniu i alkoholu, ze złego powietrza lub nadmiernie ciężkiej pracy. Wszelkim związanym z nimi dolegliwościom towarzyszył gromadzący się w płucach kaszel, czasem także flegma ( (Paluch 1995: 84)).

Jelita wyobrażano sobie jako długie, bladoróżowe rurki, skręcone w kłębek i umieszczone w okolicy żołądka, z którym współpracowały, kontynuując trawienie, przepuszczając ściankami do krwi przetworzony pokarm i wydalając niepotrzebne resztki ( (Paluch 1995: 37)). Chłopskie przedstawianie kształtu i długości jelit znalazło wyraz w bajce o zjadarce-prządce, która trzymała w swoim obejściu ludzkie szczątki: „ (…) Idzie dalej, a tu wisi takie długie lelito (jelito, kiszki). I spyta się: »A to co?« – A baba: »Mój śnur, co chusty na nim wieszam«” ( (Kolberg 1962: 21)).

W dawnym wyobrażeniu ludowym macica była żabą lub robakiem, które występowały zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, w okolicy pępka. Z czasem wyobrażenie to się zmieniło – macicę przedstawiano odtąd jako „kawał mięsa” połączony z nerwami i kręgosłupem. Problemów z nią można było się nabawić wskutek przepracowania i noszenia ciężarów ( (Paluch 1995: 55)). Ludowe wyobrażenie macicy odzwierciedliło się w poniższym zamówieniu:

Stefania Ulanowska : Niektóre materiały etnograficzne we wsi Łukowcu (mazowieckim): 298

Jeżeli czasem chłopa brzuch boli, to go baby leczą w ten sposób, że mu naganiają macicę na miejsce. Powiadają: on się utrząchnął, trza mu macicę nagnać na miejsce. Podług opowiadania jednego z takich pacyjentów, robi się to tak. Chłop musi położyć się we znak, a lekarka siada mu na kolanach i z całej siły rękami handluje po brzuchu, a jak tam kiszka kruknie, to ona jeszcze lepiej przygniecie i mówi: »O ty psia krew, macica, nachodź na swoje miejsce«.

Mięśnie postrzegano jako rozłożone w całym ciele mięso przyczepione do kości, umożliwiające poruszanie się i wykonywanie pracy. Kształt mięśni uzależniony był od rodzaju wykonywanego zajęcia – ciężka praca powodowała rozrost i twardnienie mięśni ( (Paluch 1995: 57)).

Kręgosłup był najważniejszą z kości, utrzymującą całe ciało. Składał się z mniejszych elementów, połączonych stawami i chrząstkami. Biegł wzdłuż pleców, od głowy do dolnej chrząstki, podtrzymującej kał. Według niektórych przekonań, zwieńczeniem kręgosłupa u mężczyzny był członek ( (Paluch 1995: 49)). Z kręgosłupem złączone były białoszare, zbudowane z wapnia i kamienia kości, przyjmujące różne kształty. Ich grubość zależna była od wieku i wagi człowieka. Najsilniejsze kości znajdowały się w nogach, one to bowiem dźwigać musiały ciężar całego ciała. Kości, które rosły wraz z człowiekiem i, tak jak on, kurczyły się w okresie starości ( (Paluch 1995: 45)), posiadały, w mniemaniu ludu, magiczną moc i wykorzystywane były w leczeniu rozmaitych dolegliwości ( (Biegeleisen 1929: 67)).

Szczególny rodzaj kości stanowiły żebra, których podstawowa funkcja sprowadzała się do utrzymywania wnętrzności – bez żeber by się one rozsypały ( (Paluch 1995: 130)). Pod wpływem nauki Kościoła rozpowszechniło się przekonanie, że z żebra mężczyzny powstała kobieta. Ludowa wyobraźnia zmodyfikowała jednak wątek biblijny, by w treść opisu stworzenia człowieka wpleść ajtiologiczną opowieść o przyczynach kobiecej gadatliwości:

Mikołaj Olszewski : Diabeł a płeć: 117

[…] wtedy Pan Bóg nasłał sen Adamu, wyjął żebro z jego boku, a skąd to pokręcił się pies i za tę kość hap. Nie mógł dopędzić Pan Bóg, chwycił tylko ogon, urwał ogon temu psu i myśli tak: Dobrze i z ogona zrobię, i dlatego te baby takie gadatliwe, bo to z psa ogona.

Szczególne miejsce w chłopskiej koncepcji ludzkiego ciała zajmowały wydaliny (ekskrecje), tj. kał, mocz, nieczystości poporodowe ( (zob. Biegeleisen 1927; 62-70)), oraz wydzieliny (sekrecje), czyli ślina, krew (zwłaszcza menstruacyjna), poza tym – sperma, mleko z piersi, pot, łzy, śluz, woskowina ( (zob. Paluch 1995: 97, 85, 87, 123, 122)). Sytuowały się one na pograniczu klas taksonomicznych – jako wytwory człowieka były nadal jego częścią, jednak wydalone odseparowywały się od niego i stawały osobnym przedmiotem ( (Kowalski 2007: 124)). Jako jawna manifestacja biologicznego wymiaru człowieka wzbudzały wstręt i stanowiły niebezpieczeństwo. Z uwagi na swój hybrydyczny charakter, stwarzający trudności klasyfikacyjne, były tabuizowane ( (Kowalski 2007: 547)).

Odmienne znaczenie przypisywano im jednak w medycynie ludowej, której recepty częstokroć zalecały sięganie po mediacyjnie nacechowane produkty ciała:

Henryk Biegleisen : Lecznictwo ludu polskiego: 74

Części ciała, zarówno w stanie żywym, jak martwym, mają wpływ magiczny na własny i obcy organizm. W średnich wiekach posługiwano się krwią, śliną, potem, moczem, ekskrementami, włosami i paznokciami osób żywych oraz mięśnią, kośćmi, włosami i paznokciami zmarłych, zwłaszcza osób, które w gwałtowny sposób postradali życie, jak zamordowanych dzieci, wisielców, zatorturowanych, żywcem spalonych i topieluchów.

Leczenie za pomocą wymienionych „akcesoriów cielesnych” stosowano w myśl następującej prawidłowości:

Ludwik Stomma : Antropologia kultury wsi polskiej XIX w: 189-190

Czas zachorowania rozdzielić […] można, podług logiki mitycznej, na trzy okresy: opuszczania stanu zdrowia, marginesu i wejścia w stan choroby. Wyzdrawiania odwrotnie: opuszczania stanu choroby, marginesu i wejścia w pożądany i oczekiwany stan zdrowia. O ile więc wszelkie odkryte tabu, zjawiska mediacyjne niebezpieczne są dla człowieka zdrowego, gdyż zagrażają mu zepchnięciem poza granice stanu określonego i właściwego, o tyle dla człowieka chorego będą one wskazane i potrzebne, gdyż wskazana i potrzebna jest mu właśnie zmiana stanu.

Wedle ludowych wyobrażeń, krew pochodziła z pokarmów mięsnych, przy czym tę najbardziej wartościową pozyskać można było z cielęciny i wołowiny, gorszą zaś – z wieprzowiny, dziczyzny i mięsa królika ( (Paluch 1995: 46)). Na podstawie konsystencji i barwy krwi orzekano o kondycji zdrowotnej człowieka. Krew przewodziły żyły, niebieskie „przewody”, rozmieszczone w ciele, w związku z którymi odnotowano następujące wierzenie:

Henryk Biegleisen : Lecznictwo ludu polskiego: 72

O złodziejach z okolic Olkusza opowiadają, iż posługują się świecą w ten sposób przygotowaną: »Zabiwszy ciężarną kobietę, wyjmują z niej dziecko, wyciągną mu żyły ze średnich palców u rąk i nóg; z żył tych i z wosku robią następnie świeczki, których zapalają tyle, ile osób chcą uśpić«, aby swobodnie kraść.

Krwi przypisywano szereg znaczeń ambiwalentnych. Jej barwę, słodkość iśmiercią utożsamiano z witalnością, lecz jednocześnie łączono ją z biologicznym wymiarem życia, skażonym przemijalnością i gwałcie. Upływanie z ciała krwi, postrzeganej jako esencja życia, nakładało na człowieka jarzmo nieczystości, bowiem – jak mniemano – znajdował się on wówczas w stanie mediacyjnym, balansował na granicy życia i śmierci, stanowiąc tym samym niebezpieczeństwo dla tych, którzy przebywali w pobliżu ( (Kowalski 2007: 251)).

Skoro zatem widok krwawiącego kazał go w pewnym sensie marginalizować w związku z przeświadczeniem o konsekwencjach, jakie niosło z sobą jego usytuowanie na granicy ontologicznej, cykliczność występowania krwi menstruacyjnej rodziła lęki spotęgowane. Wydzielina waginalna wzbudzała grozę także dlatego, że wiązała się z seksualnością – naturalną, wymykającą się kontroli człowieka potęgą, kojarzoną z różnymi formami przemocy, manifestującej się na wielu płaszczyznach: w walce o kobietę, zakazu intymnych zbliżeń, defloracji, tragicznej w skutkach zazdrości, wreszcie – rozerwaniu łona podczas porodu ( (Roux 1994: 62; Wasilewski 2010: 243)).

Kobieta miesiączkująca – wedle chłopskiego przekonania – była oderwana od harmonijnego ładu świata, od Kosmosu, zbliżała się zaś wówczas do Chaosu, nieokiełznanego świata Natury, dotkniętego śmiercią, symbolizowaną przez wydzielającą się samoistnie krew. Period tłumaczony bywał jako choroba, żywiono ponadto przekonanie, że w tym czasie kobieta nabierała szczególnych mocy niszczenia, mogła zatem szkodzić napotkanym ludziom, ich inwentarzowi i dobytkowi. Menstruująca stanowiła również śmiertelne zagrożenie dla partnera seksualnego, w związku z czym pieczołowicie przestrzegano pocieranie w czasie periodu ( (Ciszewski 1927; Bystroń 1916)).

Ślina, jedna z „wilgoci” ciała, powstawała z pożywienia i napojów, a wytwarzana była w żołądku, ustach lub piersiach. Rozmiękczała pożywienie i ułatwiała jego połykanie oraz trawienie. Zapobiegała wysychaniu gardła i przełyku ( (Paluch, Libera 1996: 145)). Ze względu na jej właściwości mediacyjne i oczyszczające, miała szerokie zastosowanie w medycynie ludowej – antydemoniczny śliną chorych partii ciała pacjenta lub plucie na nie stanowiło popularny środek leczniczy ( (Paluch, Libera 1996: 150-151)).

Niejednoznaczna ontologicznie wydzielina przydatna była ponadto w praktykach magicznych. W myśl zasady pars pro toto, pozostawała w głębokiej łączności z człowiekiem, z którego ust pochodziła, mogła być zatem wykorzystana przeciwko niemu, dostawszy się w ręce osób niepowołanych. Ze względu na swoje magicznie motywowane właściwości stanowiła też środek antydemoniczny oraz przeciwdziałała urokom ( (Kowalski 2007: 548-549)).

Ekskrementy traktowano jako istotną wskazówkę diagnostyczną – ich kolor i konsystencja wskazywały na obecność dolegliwości oraz jej rodzaj, które to informacje były niezbędne do obrania odpowiedniego sposobu leczenia. Zgodnie z logiką mediacji miały one zastosowanie w lecznictwie ludowym – stąd też recepty chłopskich medyków częstokroć zalecały kopro- i urynoterapię:

Henryk Biegleisen : Lecznictwo ludu polskiego: 81-82

Błonkę w oczu [kataraktę] spędza łajno człowiecze na proch spalone. […] Ukąszonemu przez gadzinę zalec­ają ­w powiecie Płoskirowskim napić się własnego moczu. […] Na przestarzałe rany lub nagnie­cicę palca przykładają w okolicy Tylży odchody ludzkie.

Ze względu na przypisywaną im graniczność, ekskrementy stosowano w praktykach magicznych i wróżebnych. Ich nakładanie się w poprzek podziałów taksonomicznych pozwalało upatrywać w nich swoistego źródła informacji niedostępnych człowiekowi w codziennym doświadczeniu. Wszelkie przekonania łączące ekskrementy z gwarancją pomyślności wiązały się z wykorzystaniem odchodów zwierzęcych (np. wierzono, że wdepnięcie lewą nogą w psie łajno zapewnia pomyślność – (Kowalski 2007: 126)), nieczystości człowieka stosowano raczej do działań mających wyrządzić szkodę ( (więcej zob. Libera 1995c: 119-188)).

Ludowa koncepcja ludzkiego ciała, nierozerwalnie związana z ludowymi przekonaniami w zakresie lecznictwa, obejmowała w gruncie rzeczy szeroki zakres wiedzy, w której mieściły się charakterystyczne dla chłopskiego światopoglądu rozpoznania dotyczące budowy zewnętrznej i wewnętrznej człowieka. Choć jej założenia odbiegały od racjonalnych ustaleń medycyny oficjalnej (naukowej), co badacze nieraz podkreślali („Lud zna słabo anatomię i fizjologię” – Jan Stanisław Bystroń (cyt. za: Libera 1995a: 72); „Lud nie ma pojęcia o fizjologii” – Stanisław Poniatowski (cyt. za: Libera 1995a: 72)), stanowiła istotną dziedzinę chłopskiej wiedzy ( (por. Tylkowa 1981)), umożliwiającą organizację rzeczywistości oraz orientację w świecie zjawisk najbliższych doświadczeniom dnia codziennego.

Źródła

  • Biegeleisen Henryk; „Lecznictwo ludu polskiego”; Polska Akademia Umiejętności, Kraków 1929.
  • Biegeleisen Henryk; „Matka i dziecko w obrzędach, wierzeniach i zwyczajach ludu polskiego”; Towarzystwo Wydawnicze „Ateneum”, Lwów 1927.
  • Bystroń Jan Stanisław; „Słowiańskie obrzędy rodzinne”; Akademia Umiejętności, Kraków 1916.
  • Ciszewski Stanisław; „Żeńska twarz”; Polska Akademia Umiejętności. Kraków 1927.
  • Kolberg Oskar; „Dzieła wszystkie”; t. 8, „Krakowskie”, cz. 4, Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, Wrocław 1962.
  • Kowalski Piotr; „Kultura magiczna. Omen, przesąd, znaczenie”; Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.
  • Libera Zbigniew; „Ciało w kulturze ludowej XIX i XX wieku. Zarys zagadnienia”; „Medycyna Nowożytna. Studia nad Historią Medycyny” 1995a, t. 2, z. 1.

Artykuły powiązane