Kontakt ze zwierzętami (poezja XX wieku)

W poezji XX wieku (między innymi w twórczości Bolesława Leśmiana, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Andrzeja Bursy i Wisławy Szymborskiej) człowiek (wraz z roślinami i zwierzętami) wpisany jest w szeroko pojęty ekosystem i – aby zachować harmonię – musi podjąć komunikację międzygatunkową. Szczególnie istotnym jej aspektem wydaje się porozumienie wzrokowe, które przyjmuje różne formy: od porozumiewawczych spojrzeń, które budują dialog między jednostkami lub uzupełniają komunikację werbalną (często człowiek mówi, a zwierzę odpowiada wymownym spojrzeniem), aż po zniewalający, panoptyczny wzrok władcy świata (nierzadko tylko domniemanego), który pozornie kontroluje i podporządkowuje sobie resztę stworzenia. Perspektywa dialogu w tych relacjach łączy się często z widzeniem skoncentrowanym na szczególe i współbudującym komunikację między człowiekiem a zwierzęciem (czy rośliną), postrzeganymi jako równorzędne elementy przyrody.

Zrównanie wszystkich żyjących form w liryce Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej w dużym stopniu generuje takie właśnie postrzeganie świata i sprzyja widzeniu w zbliżeniu przypominającym fotografię makroskopową, które ma tym samym antypanoptyczny charakter. Przykładem takiej perspektywy może być sposób postrzegania ważki w wierszu Secesja (z tomu Śpiąca załoga 1933), ze skrzydeł której „Ciągną kolory / […] / I tworzą profil / Głowy dalekiej” (Pawlikowska-Jasnorzewska 1993: 386). Owad widziany jest jakby w powiększeniu, dominuje, jak się zdaje, nad resztą pejzażu (jak na obrazie Józefa Mehoffera Dziwny ogród), a „akwarelowy klimat półtonów, wahających się pomiędzy barwą nieba, wód i ważki” (Hurnikowa 1995: 78) wprowadza typowy dla secesji (a więc i sprzyjający makroskopii) sposób obrazowania. Widzenie panoramiczne, w którym człowiek ogarnia spojrzeniem przestrzeń krajobrazu (wraz z przyrodą ożywioną i nieożywioną) buduje natomiast relację dominacji, w której patrzący obserwuje otaczającą rzeczywistość przypisując sobie władzę nad nią lub przeciwnie – wszechogarniająca przyroda dominuje nad widzem, zagarnia go i pozbawia tożsamości, jak w niektórych lirykach Leśmiana, takich jak Łąka czy Topielec, oba z tomu Łąka 1920. Bohater liryczny poematu Łąka zapraszał do swej chaty „Niepojętość Zieloności” (Leśmian 1983: 133) mówiąc „Wnijdźże teraz […] spojrzę w ciebie na wskroś i bezgłośnie” (Leśmian 1983: 133), nie pomny zagrożeń, które do zguby doprowadziły „topielca zieleni” (z wiersza Topielec) (Leśmian 1983: 47), którego „demon zieleni wszechleśnym powiewem / Ogarnął […] / I kusił” (Leśmian 1983: 47). Rola natury – symbolizowanej przez łąkę czy zieleń – w życiu człowieka obejmuje także relacje ze zwierzętami.

Ofiarami człowieka – uzurpującego sobie prawo do władzy nad światem, czemu daje wyraz spojrzeniem, które zgodnie z zasadami Michela Foucaulta, jest wyrazem władzy – są jednostki słabsze, zepchnięte na margines przez opresyjny system: nie tylko ludzie (jak w wierszu Szymborskiej Terrorysta, on patrzy), ale także zwierzęta (w poezji Baczyńskiego nękane okrucieństwem wojny). W opowiadaniu Baczyńskiego Zwierzęta pana Joachima tytułowy bohater – staruszek pogrążony w rutynie codzienności – porzuca spotkania z poczciwymi rówieśnikami na rzecz przyjaźni ze zwierzętami. Początek niecodziennym relacjom dała znajomość z chorym kotem, który „wlepił spojrzenie z zielonych winogron w Joachima” (Baczyński 1986: 243). Staruszek zrozumiał wzrokowy komunikat – empatycznie odczytując pragnienia kota lub może nadinterpretacyjnie projektując własne tęsknoty – odpowiedział na niego „no to chodź, braciszku” (Baczyński 1986: 243) i „wsadził kota pod palto” (Baczyński 1986: 243). Joachim zaopiekował się kotem, bo ów „zachwycił go swoim dzikim, wspaniałym spojrzeniem” (Baczyński 1986: 243). Obecność zwierząt napawała głównego bohatera „mieszaniną czułości i jakby wstydu” (Baczyński 1986: 244), przemawiał do nich, rozumiał ich wzrok, ubolewał nad tym, że kultura uznała je za byty niższe od człowieka, bo choć zostały obdarzone równymi ludziom możliwościami rozumowania i odczuwania, to nie mogły werbalnie wyrażać swoich emocji, „nie mogły mówić, nie mogły płakać i się śmiać” (Baczyński 1986: 244). Zwierzęta patrzyły na Joachima „smutnymi, mądrymi oczami” (Baczyński 1986: 246), w których niekiedy – na przykład w ogrodzie zoologicznym – widać było tylko trwogę i śmierć (Baczyński 1986: 247) i po chwilach otwartości wycofywały się w swe „ciała piękne, ale kalekie” (Baczyński 1986: 244), bo pozbawione możliwości mówienia. Narrator taką postawę porównuje do zachowania kalekich ludzi, którzy – podobnie jak zwierzęta – nie mogą liczyć na zrozumienie społeczeństwa i „mówią czasami w chwilach rozdrażnienia o tej sprawie drażliwej słowami brutalnymi, czekając na zdetonowane protesty zdrowych” (Baczyński 1986: 246).

Kultura XX wieku jest opresyjna wobec tych grup społecznych, do których nie należy władza, dotyka zatem nie tylko kobiety, starców, dzieci, mężczyzn nie podejmujących patriarchalnych ról, ale również zwierzęta. Z rozumowaniem pana Joachima doskonale korespondują refleksje Olgi Tokarczuk, sformułowane w eseju Maski zwierząt:

Olga Tokarczuk : Maski zwierząt: 31

Cierpienie człowieka łatwiej jest mi znieść niż cierpienie zwierząt. Człowiek ma własny, rozbudowany, rozgłoszony wszem i wobec ontologiczny status, co czyni go gatunkiem uprzywilejowanym. Ma kulturę i religię, żeby wspierały go w cierpieniu. Ma swoje racjonalizacje i sublimacje. Ma Boga, który w końcu go zbawi. Ludzkie cierpienie ma sens. Dla zwierzęcia nie ma ani pociechy, ani ulgi, bo nie czeka go żadne zbawienie. Nie ma też sensu. Ciało zwierzęcia nie należy do niego. Duszy nie ma. Cierpienie zwierzęcia jest absolutne, totalne.

Charakterystyczne dla Baczyńskiego „odczucie przyrody […], umiejętność jej lirycznego ożywienia jako składnika wizji poetyckiej” (Wyka 1983: 267), wskazana przez Kazimierza Wykę, łączy się ukazaniem losu zwierząt, jako odzwierciedlenia ludzkich biografii, choć cierpienia „braci mniejszych” zdaje się trudniejsze do zniesienia, bo nie poddaje się żadnej racjonalizacji. W świecie porażonym wojną „łagodne zwierzęta […] krokodyle o spojrzeniach ptaków” (Baczyński 1986: 12) (z wiersza Madrygał powstałego w 1940 roku) stają się symbolem tęsknoty za rajem i wspomnieniem dawnej arkadii.

Franciszkańskie postrzeganie zwierząt jako braci mniejszych (Joachim mówi wszak do kota „braciszku”) (Baczyński 1986: 234), przypisanie im możliwości odczuwania i rozumowania nie tylko „w konwencji baśniowej, posługującej się antropomorfizacją” (Zgrzywa 2011: 24), ale także w ujęciu realistycznym i przyjęcie perspektywy ekokrytycznej sprzyjają ukazywaniu powinowactw świata animalnego i ludzkiego w twórczości Baczyńskiego i w dziełach innych poetów XX wieku. Problem ten został wyraźnie zarysowany w poemacie Baczyńskiego Olbrzym w lesie, gdzie góry zamieniają się w zwierzęta, a zwierzęta w ludzi. Ta metamorfoza podkreśla jedność wszystkich istnień. „Krucjaty skrzywdzonych zwierząt” (Baczyński 1986: 14) ukazanych w wierszu Prymityw cierpią w konsekwencji ludzkich postępków, a ich ból jest tym straszniejszy, że nie łagodzi go kultura ani religia. Podobną wspólnotę doświadczeń ukazuje także Szymborska, trwając „w nieustannym zdumieniu nad dysproporcją między ogromem świata a ograniczeniem możliwości poznawczych człowieka” (Legeżyńska 1996:67). W jej poezji braci mniejszych nie omija cierpienie i przemijanie. Często jednak opowieść o zwierzęcym odczuwaniu świata staje się maską dla opisania człowieczych emocji, jak w wierszu Kot w pustym mieszkaniu. Doświadczenie braku, opisane z perspektywy kota, rozgrywa się na płaszczyźnie wielu zmysłów – jest percypowane słuchowo (kot nasłuchuje kroków na schodach) czy smakowo i zapachowo (rybę na talerzyk nakładają inne ręce). To sensualne odczucie nieobecności – jak zwraca uwagę Marian Stala – „nie było obce świadomości pierwotnej, prelogicznej, podkreślającej związek człowieka ze wszystkim, co żyje” (Balbus 1996: 359).

Wzrokowe porozumienie człowieka (zwłaszcza dziecka) i zwierząt szczególne miejsce zajmuje w poezji Bursy. Dziecięctwo w poezji Bursy to zespół cech oraz powiązany z nimi sposób postrzegania rzeczywistości, który może zostać przypisany i dziecku, i dorosłemu. To jednak, co u dziecka jest świadectwem bezpośredniości, niewinności, braku skażenia cudzym postrzeganiem, u dorosłego staje się karykaturalne i groteskowe. Nie ma powrotu do świata dzieciństwa dla tych, którym nie udało zdobyć się na dojrzałość, a ucieczka do przeszłości okazuje się nieskuteczna, mimo że bohater liryczny „usiłuje jeszcze podtrzymać zanikające wspomnienia arkadyjskiego dzieciństwa” (Chrzanowski 1978: 7). Jak ujął to Adam Makowski, „Każda taka próba staje się groteską, tym tragiczniejszą, im bardziej bohater owej ucieczki potrzebuje” (Czabanowska-Wróbel 2004; 7). Dziecko w poezji Bursy postrzegane jest ambiwalentnie, jako byt nieco paradoksalny. Z jednej strony jest istotą usytuowaną w hierarchii niżej niż dorosły, pomiędzy ludźmi dojrzałymi i ukształtowanymi a zwierzętami, z drugiej – jako przynależne do dwóch porządków, ma pełniejszy niż dorośli dostęp do tajemnic świata przyrody, nie wybiera świadomie zła (bo nie ma w pełni wykształconej moralnej świadomości), dostępne są mu kody niewerbalnego porozumiewania się. Franciszkańscy bracia mniejsi to u Bursy nie tylko zwierzęta, ale wszyscy – pozostający ze sobą w dialogu – wyrzuceni poza nawias patriarchalnej opresyjnej kultury, lansującej wzorzec silnego: dzieci, starcy, obłąkani, może poeci.

Kreacja bohatera literackiego – nadwrażliwego, narażonego na nieustanną konfrontację z brutalną rzeczywistością – wpisuje się w poetykę pokolenia „Współczesności”. U Bursy jednak – inaczej niż w poezji Białoszewskiego czy Grochowiaka – szczególna wrażliwość i nieprzystosowanie bohatera lirycznego wynika właśnie z jego specyficznej dziecięcości, powiązanej z bezkompromisowością i świeżością percepcji. Niewinność i dziecięcość bohatera lirycznego ilustruje między innymi gra kolorów, przedstawiona w wierszu Dziewictwo. Kolejne doświadczenia o zmysłowym, hedonistycznym charakterze, nie odebrały czystości bohaterowi lirycznemu, nie nasyciły go kolorami. „Lilijna biel [….] duszyczki” (Bursa 1994: 70) – poprzez zdrobnienia ukazana nieco ironicznie – pozostała niczym nie zbrukana i „zwróciła uwagę policjanta” (Bursa 1994: 70). Karnawałowe i absurdalne odwrócenie skali wartości, w której niewinność jest podejrzana i niepożądana, a dostosowanie się do społeczeństwa wymaga moralnego upadku, obnaża paradoksy socrealistycznej rzeczywistości. Dziecięcość bohatera lirycznego poezji Bursy pozwala mu pełniej porozumieć się ze zwierzętami, przemawiać do nich i zrozumieć ich spojrzenie. Wyrazem takiej postawy jest m. in. wiersz Pożegnanie z psem, w którym monolog podmiotu lirycznego skierowany do tytułowego bohatera jest nie tylko liryką wyznania, ale i wyrazem komunikacji międzygatunkowej. Pies – bohater wiersza Bursy – komunikuje się mową ciała i wzrokiem (w jego ślepiach czołga się „pobłysk wilczy” (Bursa 1994: 19)), a jego milczenie odbierane jest przez mówiącego jako pełne zrozumienia („Gdyby moi przyjaciele umieli tak inteligentnie milczeć, / To by mi było o wiele lepiej”) (Bursa 1994; 19). Szczególna rozmowa liryczna uruchamia też perspektywę drugiego z bohaterów wiersza – psa, postrzegającego świat nie tylko (i nie przede wszystkim) za pomocą wzroku. W psiej percepcji, poetycko zrekonstruowanej przez Bursę, dominują odczucia słuchowe – pies reaguje na najcichszy szept swego pana i czujnie nastawia uszu na spacerach.

W poezji Bursy tomistyczna hierarchizacja bytów została podważona i przekreślona. Człowiek staje się koroną stworzenia nie automatycznie, ale dopiero poprzez potwierdzenie swego człowieczeństwa wyznawanymi wartościami i działaniami. Wiersz Pantofelek nie neguje relacji międzyludzkich, a tylko zaznacza, że istoty naiwne, o niewykształconej (czy nie w pełni wykształconej) moralności „są milsze” (Bursa 1994; 81 )od nieetycznych dorosłych. Względność tej hierarchii ukazuje też Bar dla psów w mieście Bonn, gdzie uboga pani Schultz dojada resztki, które pozostawiły rasowe psy. Ironiczna postawa „wyrażająca się w permanentnym poczuciu kontrastu, rozdarcia wewnętrznego, prowadzącego do niemożności jednoznacznego osądu świata” (Dunaj-Kozakow 1996: 193) czyni tę satyrę polityczną opowieścią prowadzoną równocześnie przez satyryka i poetę. Groteskowa kpina ze skomercjalizowanej rzeczywistości i alegoryczny charakter ukazanej sceny, przywołującej konwencję zwierzęcej bajki, służy przede wszystkim opisaniu współczesnego społeczeństwa. Więzi człowieka ze zwierzętami są też świadectwem dobrych relacji międzyludzkich, a obecność kota czy psa, który harmonijnie wpisuje się w rodzinę dowodzi autentyczności uczuć, jak w wierszu Nasze ognisko, gdzie dwojgu młodych ludzi wkraczających razem w życie towarzyszy kot „bardzo piękny z tym bursztynowym okiem” (Bursa 1994; 90). Bestiarium Bursy – jak pisze Edward Balcerzan – jest tragiczne i piękne (Balcerzan 1998; 171). Jego bohater liryczny wprost mówi o swoich uczuciach dla zwierząt, a wymiana spojrzeń i dotyk stają się metodą porozumienia, umożliwiają empatię, rozpoznanie zwierzęcych odczuć i emocji. Równocześnie też uświadamiają podobieństwo doznań ludzkich i zwierzęcych (Balcerzan 1998; 172). Porozumienie międzygatunkowe dokonuje się jednak – jak dotąd – wyłącznie za pomocą spojrzeń i mowy ciała. Werbalna komunikacja i pełne porozumienie możliwe jest tylko w alternatywnym, lepszym świecie kreowanym w poezji Szymborskiej (w wierszu Obmyślam świat z tomu Wołanie do Yeti 1957), gdzie „przy każdym gatunku / masz słownik odnośny. / Nawet proste dzień dobry / wymienione z rybą / ciebie, rybę i wszystkich / przy życiu umocni” (Szymborska 2010: 58).

Artykuły powiązane