Smaki jako znak egzotyki

W dwudziestowiecznej poezji polskiej, utrwalającej czas wojennej Apokalipsy – takiej jak np. poezja Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, czy zapisująca traumatyczne wspomnienia tego okresu poezja Tadeusza Różewicza – określenia przywołujące doznania związane ze smakiem wyznaczają wyraźną granicę między światem piekła a Edenem, rajską przestrzenią, w jaką wpisany został czas minionego, przedwojennego dzieciństwa, bądź jaką zakreślają baśniowe kraje, wyimaginowane ogrody, dokąd uciec można przed doświadczeniem dojmującego bólu, aby zapomnieć o głodzie i śmierci.

W poezji tej smaki raju aktualizowane są najczęściej przez wprowadzenie słownictwa związanego z imionami owoców pochodzących z odległych krajów Południa. Mowa wówczas o pomarańczach, winogronach gwiazd (Piosenka [Znów wędrujemy ciepłym krajem…], z tomu Śpiew pożogi 1947) (Baczyński 1970a: 79), słodkim smaku „migdałów miodu / maku i wanilii” (Niebo dzieciństwa z tomu Czerwona rękawiczka 1948) (Różewicz 2005: 95), o puszystych brzuszkach brzoskwiń (Odlot z tomu Niepokój 1947) (Różewicz 2005: 54), o bananach i ananasach (Banan z tomu Formy 1958) (Różewicz 2006a: 100); Wyobraźnia kamienna z tomu Czerwona rękawiczka (Różewicz 2005: 66) ). Jeszcze częściej niż nazwy egzotycznych owoców, przywoływane są, ściśle skojarzone z niecodziennymi doznaniami smakowymi i egzotycznymi zapachami, nazwy roślin przyprawowych, zawierających silne substancje aromatyczne:

Krzysztof Kamil Baczyński : Legenda: [brak strony]

Wydęte karawele o żaglach z czerwonych motyli,
pachnące cynamonem, pieprzem i imbirem,
upływają po morzach mosiężnych, a w tyle
delfiny ciągną – jak antyczne liry.

Krzysztof Kamil Baczyński : Sny dziecinne pachniały wanilią…: [brak strony]

Sny dziecinne pachniały wanilią.
[…]
Te dni jak małe bożki w oliwkowym lesie –

Tadeusz Różewicz : Wyobraźnia kamienna: [brak strony]

a ja znam smak cynamonu
znam tylko smak cynamonu
lecz marzę o egzotycznych krajach
gdzie są cynamonowe drzewa
gdzie są drzewa sandałowe
[…]
ja który znam tylko jeden smak
egzotyczny smak cynamonu
szary człowiek z wyobraźnią
małą kamienną i nieubłaganą.

Egzotyka doznań smakowych związanych z wyobrażeniami raju niekoniecznie łączy się z niecodziennością, z obrazami odległych, niepoznanych krajów. W rajskich ogrodach i sadach wyśnionych przez Baczyńskiego rosną przecież dużo częściej niż pomarańcze – mityczne, ale i zarazem swojskie, dojrzałe, złote lub białe jabłka, śliwy złociste, „jakby kto krople słońca w powietrzu ostudził nagle jak wosk” (Serce jak obłok (poemat), 1946) (Baczyński 1970a: 115), miękkie gruszki, od których „brzmieje lato/ wiatrem sparzone jak pokrzywą” (Piosenka [Znów wędrujemy ciepłym krajem…], z tomu Śpiew pożogi) (Baczyński 1970a: 78). Ich egzotyka jest bowiem pochodną nie tyle geograficznej odległości, lecz arkadyjskiej niedostępności. Smak jabłek czy miękkich gruszek jest egzotyczny, bo należą one do przestrzeni snów, legend, baśni, wspomnień o niepowrotnym dzieciństwie. Są niby swojskie, ale przez nieobecność – jak najbardziej egzotyczne, są znakiem świata doświadczanego w zawierusze wojennej jako już tak odległego, że zapomnianego, nieznanego.

Jeszcze wyraźniejsze jest to w poezji Tadeusza Różewicza, gdzie wspomnienie bezpiecznego przedwojennego dzieciństwa aktualizowane jest na przykład przez obraz stojących na półce słoików, w których „konfitury / jak boginie ze słodkimi ustami / zachowały smak / wiecznej młodości” (Kasztan z tomu Czerwona rękawiczka 1948) (Różewicz 2005: 72). Smak konfitur, ulubionej zupy fasolowej, obwarzanków, „słodkich ciasteczek z dziurką w środku” (Deszcz wiosenny z tomu Niepokój 1947) (Różewicz 2005: 50) – ma moc, mniej lub bardziej skuteczną, odpędzania złych wspomnień, zaklinania złego czasu. Pełni funkcję ewazyjną, na podobieństwo smaków egzotycznych. Jest częścią sztafażu wypowiadanych zaklęć, tak jak to miało miejsce u Baczyńskiego:

Krzysztof Kamil Baczyński : Zjawy: [brak strony]

Drzewa otworzą się – bramy śpiewne.
Natchnie mnie liści gorzki zapach.
Przyjdą zwierzęta – mruczące ciepło –
na cichych łapach.
[…]
Będę rozmawiał z niedźwiedziem złotym
pod śliw ciężarem, pod jabłoniami
i tak się wolno zamkną gałęzie
i świat za nami.

Swego rodzaju archetypowym znakiem raju, świata snu i nirwanicznej baśni jest także – obok smaków egzotycznych – często przywoływany smak miodu (podobnie jak i mleka). Jego obecność wprowadza nastrój błogiego odrętwienia, generuje poczucie bezpieczeństwa, odczucie nasycenia, zapach. Smak, uczty weselnej i zmysłowa, ciepła lepkość miodu bywa znakiem stanu ukojenia i pełnego szczęścia. Dobre, kojące sny są u Baczyńskiego gęste „jak miód lipcowy” (Hymny 1952) (Baczyński 1970a: 207); w jego egzotycznej, rajskiej Dalmacji: „[morze] świeci w bezruchu aksamitem miodu” (Dalmacja, juwenilia) (Baczyński 1970b: 437), a w mitycznym Edenie, domu poetów:

Krzysztof Kamil Baczyński : Wesele poety: [brak strony]

Tam jest zawsze lato,
od zmarszczonych rzek
żółty niedźwiedź zwraca
ryty w miodzie łeb.

Smaki pomarańczy, gruszek, jabłek, śliwek, miodu, mleka, wanilii, imbiru…; smak złotych chlebów z Ballady zimowej, z tomu Śpiew pożogi (Baczyński 1970a: 149), ewentualnie wina, którym cierpko pachnie „zmierzch w wieczornych gospodach”, w jakichś dalekich portach, pływających „po wypukłym morzu” (wiersz z juweniliów: Podróże) (Baczyński 1970a: 523) – wyznaczają krąg niedostępnej, utęsknionej Arkadii. Zdarza się, że w wersji skrajnie od ziemskich realiów oderwanej, przeniesionej w irracjonalny i nierzeczywisty świat egzotycznej gorzki – rajskie smaki, jakimi jej uczestnicy się upajają się są wielce zaskakujące i wyjątkowo oryginalne:

Krzysztof Kamil Baczyński : Wesele poety: [brak strony]

Wej! upili się a setnie upili,
dziw, że gwiazd na szklanych kręgach nie pobili.
W jednym dzbanie był zielonobiały
mus lodowców, które już dojrzały,
w drugim dzbanie glinianym podali
sok różowy z krwi i korali,
w trzecim noc na poły z mlekiem zmieszaną.
Wej! upili się, a wstali aż rano.

W świecie poetyckim Baczyńskiego czy Różewicza doznania smakowe związane ze wspomnieniami o przedwojennym dzieciństwie albo te stanowiące pomost w krainę rajskiego ukojenia, wyśnionej Arkadii, pełnią funkcję ewazyjną. Często nie mają jednak wystarczającej siły, by odpędzić wspomnienia o traumatycznych doświadczeniach, by przenieść w bezpieczny i spokojny świat spełnionych tęsknot za ukojeniem. Smak słonej krwi na wargach jest mocniejszy; nie sposób wymazać sprzed oczu obrazu ziemi jawiącej się jako czara krwi do wychłeptania przez demony (wiersz Świętość), (Baczyński 1970b: 9-10); pamięć o tych, którzy zginęli z głodu (utwory takie jak: Kolęda (Baczyński 1970a: 453), Modlitwa I [Niezdarne ręce, martwe trudy…] z tomu Śpiew pożogi (Baczyński 1970a: 281); Ach, umieram, umieram… (Baczyński 1970a: 300) ), poczucie winy z powodu niemożności ich nakarmienia, zagłuszają myśl próbującą wypełnić się wyobrażonym nasyceniem.

Świat, który „zatrzymuje” Baczyńskiego to świat piekła. Króluje w nim smak cierpki, zapachem i smakiem śmierci, słony; jest to świat zaklęty w czas głodu, czas łakomy krwi (Polacy z tomu Śpiew pożogi) (Baczyński 1970b: 16). Istnienie w nim jest cierpkie, poznanie jest cierpkie (Piosenka [Wprost, na przełaj…]) (Baczyński 1970b: 491); Młodość (Baczyński 1970a: 231)), jest to świat, w którym „zbyt jest ciężko gorzkiej prawdy w ustach nie czuć” (Pożegnanie żałosnego strzelca) (Baczyński 1970b: 540). W takim świecie najbardziej egzotyczne smaki próbujące być pomostem prowadzącym w krainy ukojenia, bezpieczeństwa, są tylko cieniem wyzwolenia; ucieczka z piekła nie jest możliwa. Nawet sama Arkadia wywołana z nieba, zszedłszy na ziemię w czas Apokalipsy, zamienia się w poczerniałe od głodu przypomnienie śmierci:

Krzysztof Kamil Baczyński : Z szopką: [brak strony]

Anioł biały szopkę niósł.
*
Aż na grudzie stopą lekką
stanął niby mgłą i skałą
i koślawe, głodem ścięte
ujrzał w grudę wbite – ciało,
żeber czarnych łuki, spięte,
poskręcanych rydle rąk,
brzuch jak bęben życia – wzdęty,
brzuch zsiniały, brzuch jak tłok,
i zawrócił. W nieba plusk
poczerniałą szopkę niósł.

Podobnie dzieje się też w świecie poezji Różewicza – najbardziej egzotyczne i bajkowe smaki okazują się podszyte jadem. Wszystko jest:

Tadeusz Różewicz : Witolda Wojtkiewicza sąd ostateczny: [brak strony]

posypane popielcowym popiołem
cukrem-pudrem
jak torty
z cukierni ciast trujących powleczone
wesołym różowym lukrem

I tak jak u Baczyńskiego „Ptaki powrotne umierają wśród pomarańczy na rozdrożach” (Piosenka [Znów wędrujemy ciepłym krajem…], z tomu Śpiew pożogi) (Baczyński 1970a: 79), także u Różewicza raj skażony jest gettcie. Zapamiętane z czasu Zagłady „srebrne pachnące sadem” jabłka, które Salcia w czerwonej sukni sprzedawała w gettcie – gniją w dłoniach, barwy i smaki bowiem już na zawsze „nasiąk[ły] jadami” (Żywi umierali z tomu Niepokój) (Różewicz 2005: 28). Ananasy dodawane do egzotycznych krajobrazów raju tworzonego w wyobraźni, w pamięci naznaczonej wciąż traumą – są owocami, których sprzedający je przed wojną „Rozenberg nie zobaczy nigdy”, „w kloace go dopadli Ukraińcy / skonał uduszony kałem” (Wyobraźnia kamienna z tomu Czerwona rękawiczka) (Różewicz 2005: 66-67 )). Smakowi „migdałów miodu / maku i wanilii”, smakowi rozcieranego „na podniebieniu opłat[ka] / kruchego aniołka / z nikłą białą twarzą” na zawsze już będzie towarzyszył „smak krwi gwałtu i ognia” (Niebo dzieciństwa z tomu Czerwona rękawiczka) (Różewicz 2005: 95).

Artykuły powiązane