Zaburzenia wzroku

Wzrok był w zgodnej opinii romantyków zmysłem najważniejszym: to dzięki niemu poznawali zewnętrzny świat, określali tożsamość własną oraz innych (wierząc, jak się zdaje, w prawdziwość przysłowia, które mówi, że „ oczy są zwierciadłem duszy”), docierali wreszcie do tego, co w świecie oraz w człowieku ukryte, niejawne. Naturalną konsekwencją takiego przekonania były obawy związane z tym, co dzieje się w chwili, gdy wzrok zawodzi, gdy nie pozwala zaspokoić poznawczych aspiracji lub gdy w ogóle przestaje funkcjonować.

O takich właśnie obawach wspomina w przekorny i żartobliwy sposób Adam Mickiewicz w wierszu Do przyjaciół (1819), będącym wprowadzeniem do ballady To lubię:

Adam Mickiewicz : Do przyjaciół: 84

Czasem, gdy słodkie złudzi zachwycenie,

Kochankę widzę lub braci;

Zrywam się, patrzę, aż tylko po ścienie

Biega cień własnej postaci.

Podmiot liryczny, tożsamy w tym przypadku z autorem, informuje przyjaciół, do których kieruje poetycki list, o własnych przywidzeniach, o tym, że wzrok czasem go zawodzi. Z tego powodu pozory rzeczywistości bierze za rzeczywistość, pozwala, by wytwory pragnień na chwilę się zmaterializowały – a potem zniknęły, rozpłynęły się lub zyskały racjonalne wyjaśnienie (w przywołanej strofie widok kochanki oraz braci przekształca się wszak w cień samego podmiotu). Dodać należy, że wiersz Do przyjaciół, utrzymany w konwencji żartu, jest komentarzem do niezwykłych, choć potraktowanych z przymrużeniem oka zdarzeń opisanych w balladzie To lubię.

Jednak problem zaburzonego postrzegania był dla Mickiewicza sporym wyzwaniem, skoro w tym samym tomie poetyckim (Ballady i romanse – 1822), z którego pochodzi przywołany utwór, zamieścił też Świteziankę (1821). Fabuła tej ballady związana jest z przysięgą wierności, jaką „chłopiec piękny i młody” (Mickiewicz 1993: 65)składa dziwnej kochance, uwodzącej go nad brzegami Świtezi. Dziwnej, bo jakby nierzeczywistej, znikającej w momencie, gdy wybrzmiewają ostatnie słowa przysięgi. Porzucony kochanek dostrzega wkrótce drugą kobietę: „dziewiczą piękność” (Mickiewicz 1993: 67), wyłaniającą się z głębi jeziora, i łatwo ulega jej nawoływaniom. Na jego nieszczęście, w momencie, gdy „w pięknych licach topi oczy” (Mickiewicz 1993: 69), okazuje się, że pani jeziora jest tą samą kobietą, którą już spotkał, choć jakby odmienioną. Chłopaka spotyka sroga kara za złamanie wcześniejszej przysięgi, choć uległ pokusie, którą obudziła w nim ta sama kobieta. Skoro ta sama, można by słusznie zapytać: dlaczego jej nie poznał? Jak doszło do tego, że wzrok młodzieńca został oszukany? Stało się tak zapewne dlatego, że niedoświadczony kochanek potrafił patrzeć tylko na to, co w świecie zmysłowe, materialne. Nie bez powodu Mickiewicz dwukrotnie powtarza w balladzie informację, że młodzieniec „błędnymi strzela oczyma” (Mickiewicz 1993: 67) oraz „błędnymi rzuca oczyma” (Mickiewicz 1993: 70). Oczy kochanka wciąż błądzą, jego spojrzenie jest zdezorientowane, jakby on sam nie potrafił zrozumieć sytuacji, w jakiej się znalazł. Ludzkie oko jest bowiem w Balladach i romansach, pisze Ireneusz Opacki, „niemiarodajne i bezradne” (Opacki 1995: 18), a świat „wymyka się […] zmysłom, nie pozwala się im opanować” (Opacki 1995: 18). Potrzebne jest więc inne oko, którego brak dotkliwie odczuł młodzieniec ze Świtezianki – chłopak nie ma wszak oczu duszy, nie dysponował wewnętrznym spojrzeniem, które mogłoby odsłonić przed nim świat zamieszkały przez duchy.

Podmiot z wiersza Do przyjaciół na skutek emocji widzi to, czego nie ma, ale szybko poddaje ten stan racjonalizacji i wyklucza możliwość jakiegokolwiek objawienia; spojrzenie młodzieńca z ballady Świtezianka również ignoruje pozazmysłowy aspekt istnienia. Dlatego w obu przypadkach można mówić o percepcjiniepełnej; twórcy romantyczni wierzyli zaś głęboko, że postrzeganie wyłącznie fenomenów materialnych nie pozwala dotrzeć do pełnej prawdy o rzeczywistości.

Najłatwiej ustrzec się przed tego rodzaju błędem rezygnując ze spojrzenia, które prześlizguje się tylko po kształtach i kolorach, czyli ma w pełni zmysłowy charakter. Dlatego romantycy tak bardzo cenili ludzi potrafiących patrzeć inaczej, okiem duszy. Zdaje się, że równie zafascynowani byli ślepotą, której wcale nie uważali za kalectwo czy chorobę. Ślepota nie była według nich brakiem wzroku, ale sygnałem tryumfu oka wewnętrznego nad okiem fizycznym. Dość wspomnieć tu „starego i ślepego harfiarza z wyspy Scio” (Słowacki 1987: 331), o którym Juliusz Słowacki pisze w liście dedykacyjnym załączonym do Balladyny (1839). Pochwała „ślepego dziada”, posiadającego zdolności dywinacyjne pojawia się też w Królu Duchu:

Juliusz Słowacki : Król Duch: 322-323

Teraz wiem, jako duch pod ziemią widzi –

A w ślepym często ten cud ujrzysz dziadu,

Którego wiejski ci pies nienawidzi,

Żurawianemu gdy podobne stadu

Za nim się wleką duchy; – świat zeń szydzi,

Ale go chłopek czuje królem gadu

I wie, że na te źrennicy blachmany

Bije świat duchów tęczą malowany.



Te oczy, ręką zasłonione bożą,

Czasem pod ziemią idą złota żyłą,

Aż im się ciemne kurhany otworzą,

Jak gdyby słońce pod ziemią świeciło!

Blachy się złote na wzrok ludzki srożą!

Proch ludzki wstaje pod wzdętą mogiłą

I w kształt człowieka znowu się układa,

Na nogi wstaje i w proch się rozpada.



Oni to widzą – właśnie… gdy gromada

Urąga… śledząc zamyślone czoło.

Ślepy wiejski dziad to jakby bezimienny Tejrezjasz – jego ślepota nie jest niedomaganiem, ale boskim stygmatem. Co więcej, zdaje się, że ta postać widzi więcej od tych, których oczy są sprawne. Ten paradoksalny fakt związany jest z przeświadczeniem, że człowiek ślepy wolny jest od pragnień zamykających go w kręgu zmysłowych fenomenów i patrzy ku temu, co naprawdę istotne – potrafi więc rozpoznać porządek dziejów, przewidzieć przyszłość, a nawet przeniknąć do serc i umysłów innych ludzi. Magdalena Saganiak podkreśla nawet, że Król Duch jest wyrazem „zamiaru przekroczenia ograniczeń natury ludzkiej, świadectw zmysłów […]. Cała konstrukcja tego wielkiego poematu skierowana jest przeciwko ograniczeniom ludzkiego ciała, wyposażonego w kilka słabych zmysłów” (Saganiak 2000: 289).

Tymi samymi słowami można by też skomentować to, co dzieje się w Nie-Boskiej Komedii (1835) Zygmunta Krasińskiego. W pierwszej części dramatu Mąż, znudzony własnym małżeństwem i mieszczańskim życiem, ulega namowom Dziewicy, która jest szatańskim wytworem zlepionym z „wdzięków umarłych dziewic” (Krasiński 1973: 331). Mimo to bohater widzi w niej tylko piękno, kojarzące mu się z poezją i sławą, do której został – we własnym przekonaniu – powołany. W scenie kuszenia Żona przestrzega co prawda Męża, że widzi tylko „widmo blade jak umarły – oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży” (Krasiński 1973: 336), ale Henryk nie daje jej wiary: on widzi kobietę piękną, będącą ucieleśnieniem jego pragnień i marzeń. Okazuje się, że Mąż – podobnie jak młodzieniec z ballady Świtezianka – nie potrafi spoglądać na świat oczyma duszy, nie umie dostrzec prawdy kryjącej się za zmysłowymi wytworami – dlatego Dziewica z taką łatwością go uwodzi. Zaś żona Henryka, choć nie rości sobie pretensji do bycia osobą wybraną, dużo trafniej rozpoznaje całą sytuację, ponieważ kieruje się intuicją i zasadami moralnymi, które Henryk odrzuca (o czym świadczy gotowość do złamania przysięgi małżeńskiej). Kiedy Mąż się opamięta i dostrzeże prawdziwe oblicze Dziewicy, będzie już zbyt późno, by się wycofać – swojej decyzji nie przypłaci życiem tylko dzięki interwencji Anioła Stróża. W przypadku Henryka próba przekroczenia ograniczeń własnych zmysłów okazuje się porażką.

Zupełnie inaczej układa się za to historia jego syna – Orcia. Pierwsze sygnały szczególnego charakteru chłopca ujawniają się wówczas, gdy wraz z ojcem odwiedza grób matki. Mimo iż Henryk tłumaczy mu, że nie może pamiętać matki, Orcio stwierdza, że często ją widuje. Na pytanie zaskoczonego Henryka, kiedy się to dzieje, chłopiec odpowiada: „We śnie, to jest, niezupełnie we śnie, ale tak, kiedy zasypiam” (Krasiński 1973: 350). Tak spełnia się przekleństwo wypowiedziane nad Orciem w momencie jego chrztu przez matkę – chłopiec ma zostać poetą, gdyż w innym przypadku ojciec nie będzie go kochał. I tak się staje: Orcio posiada dar dywinacyjny, widzi i rozumie więcej niż inni. Jednak ceną, jaką musi zapłacić za swe zdolności, jest utrata wzroku cielesnego – będąca wyzwoleniem z więzienia zmysłów. Kiedy Henryk wzywa lekarza, który mógłby uleczyć jego syna, Orcio wyznaje: „Mgłą zachodzi mi wszystko – wszystko” (Krasiński 1973: 356). I zaraz dodaje: „Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma” (Krasiński 1973: 356). Wezwany medyk stawia diagnozę, rozpoznając u Orcia chorobę zwaną amaurosis, czyli przejściowe zaćmienie wzroku, choć jednocześnie nie rokuje szans na poprawę stanu chłopca. Dorzuca jeszcze, zwracając się do Henryka: „Pański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną drażliwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu zarazem, stan podobny do tego, który oczywiście tu napotykamy” (Krasiński 1973: 359). Rzeczywiście, z medycznego punktu widzenia stan Orcia nie budzi wątpliwości – ale zdroworozsądkowa opinia lekarza nie do końca oddaje to, co naprawdę dzieje się z chłopcem. Bo przecież Orcio sam przyznaje, że choć nie widzi tak, jak inni, to przecież coś dostrzega. A dostrzega rzeczy i sprawy niebanalne, ponieważ – jak się okazuje – potrafi kontaktować się ze światem zmarłych i przewidywać to, co ma dopiero nadejść. Marta Piwińska słusznie podkreśla zatem, że „romantyczne dzieci […] widziały i słyszały niesłychane rzeczy” (Piwińska 1981: 13). Dlatego też Orcio, zstępując z Henrykiem do mrocznych lochów, tłumaczy ojcu: „Gdzie oko twoje, zwyczajne słońcu, nie dowidzi – tam duch mój stąpać umie” (Krasiński 1973: 403). Zatem Orcio, pomimo ślepoty, „widzi duchem” (Krasiński 1973: 404).

Znamienne i warte podkreślenia wydaje się to, że zarówno ślepoty starca w Królu Duchu, jak i Orcia w Nie-Boskiej Komedii nie należy rozumieć w kategoriach czysto zmysłowych (jako choroby oczu) – to raczej znak pochodzący z zaświatów i poświadczający niezwykły dar wybrańców. Żałują oni zapewne świata, który utracili, ale wierzą, że ich przeznaczeniem jest odkrywanie innej, pozazmysłowej rzeczywistości. Dowodzą tego słowa Orcia: „Matko moja, proszę cię – matko moja, naślij mi teraz obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzył drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem” (Krasiński 1973: 359).

Są jednak teksty romantyczne, w których zaburzenia wzroku lub jego utrata nie świadczą o szczególnych zdolnościach, ale – wprost przeciwnie – są sygnałem cierpienia i często niezawinionego bólu. Taki właśnie charakter ma skarga matki Balladyny, która po wyrzuceniu z zamku tuła się po świecie i jest wydana na pastwę różnych żywiołów: „Wypędzić matkę! – Upadłam w kałużę / I grom czerwony wyjadł z powiek oczy, / Wyjadł do szczętu…” (Słowacki 1987: 460). Natomiast tytułowy bohater w Horsztyńskim (1835) z bólem wspomina, jak przeciwnicy konfederacji barskiej wypalili mu oczy gromnicami. Poświęceniu towarzyszy w jego przypadku smutek wywołany tym, że już nigdy nie ujrzy „anielskiej twarzy” (Słowacki 1987: 211) własnej żony. Z podobną, rodzinną tragedią mamy też do czynienia w Lilii Wenedzie (1840), w której Derwid – stary ojciec i przywódca plemiona Wenedów – zostaje w bestialski sposób oślepiony i płacze krwią nad losem własnych córek oraz ludu.

Zaburzenia wzroku w romantyzmie mogły być zatem sygnałem błędnego rozpoznania świata, niedojrzałości spojrzenia bądź jego beztroski, mogły też wskazywać na podejmowaną przez licznych bohaterów próbę wydostania się z więzienia zmysłów. Bywały również – po prostu – oznaką nieszczęścia oraz cierpienia: zarówno fizycznego, jak i moralnego.

Źródła

  • Opacki Ireneusz; „»W środku niebokręga«. Poezja romantycznych przełomów”; PARA, Katowice 1995.
  • Piwińska Marta; „Złe wychowanie. Fragmenty romantycznej biografii”; PIW, Warszawa 1981.
  • Saganiak Magdalena; „Mistyka i wyobraźnia. Słowackiego romantyczna teoria poezji”; Wydawnictwo IBL, Warszawa 2000.
  • Krasiński Zygmunt; „Nie-Boska Komedia” (1835); cyt. za: Krasiński Zygmunt, „Dzieła literackie”, wybrał, notami i uwagami opatrzył Paweł Hertz, t. 1, PIW, Warszawa 1973, cytaty na s.: 331, 336, 350, 356, 359, 403, 404.
  • Mickiewicz Adam; „Do przyjaciół” (1819); cyt. za: Mickiewicz Adam, „Dzieła”, t. 1, „Wiersze”, Czytelnik, Warszawa 1993, cytat na s.: 84.
  • Mickiewicz Adam; „Świtezianka” (1821); cyt. za: Mickiewicz Adam, „Dzieła”, t. 1, „Wiersze”, Czytelnik, Warszawa 1993, cytaty na s.: 65, 67, 69, 70.
  • Słowacki Juliusz; „Balladyna” (1839); cyt. za: Słowacki Juliusz; „Dzieła wybrane”, pod red. Juliana Krzyżanowskiego, t. 3, Ossolineum, Wrocław 1987, cytaty na s.: 331, 460.
  • Słowacki Juliusz; „Horsztyński” (1835); cyt. za: Słowacki Juliusz, „Dzieła wybrane”, pod red. Juliana Krzyżanowskiego, t. 3, Ossolineum, Wrocław 1987, cytat na s.: 211.
  • Słowacki Juliusz; „Król Duch” (1847); cyt. za: Słowacki Juliusz, „Dzieła wybrane”, pod red. Juliana Krzyżanowskiego, t. 2, Ossolineum, Wrocław 1987, cytaty na s.: 322-323.

Artykuły powiązane