Choroba w świecie wykreowanym przez Leśmiana jest nieodstępnym towarzyszem większości bohaterów, czy są to istoty ludzkie – kulawy Żołnierz, nędzarz na wózku, bohaterowie Pieśni kalekujących z Łąki 1920 (Leśmian 2000: 251-253, 243-244), dwoje ludzieńków, co „zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie” (Leśmian 2000: 270), czy byty baśniowe z królestwa zwierząt, roślin, rzeczy „martwych” – „mgła dziewczęca” bez wargi i oczu z Ballady bezludnej (Leśmian 2000: 226), chory liść wygrzewający na słońcu swe rdzawe guzy z wiersza W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem… (Leśmian 2000: 228); „zadżumiona skwarami, bez jadła, napoju”, schnąca, „w przeubogim, na zgony ordzewiałym stroju” wierzba z ballady Asoka z tejże Łąki (Leśmian 2000: 286). Autor Garbusa podpowiadający:
Bolesław Leśmian : Już czas ukochać w sadzie pustkowie bezdomne…: [brak strony]
Ptaki niebem schorzałe i drzewa ułomne,
I płot, co tyle desek w złe stracił godziny,
że na trawę cień rzuca przejrzystej drabiny.
– jest przykładem twórcy szczególnie wrażliwego na to, co chore, ułomne, słabe, skrzywdzone, zeszpecone bólem.
Przytłaczająca większość bohaterów z utworów Leśmiana cierpi z powodu ubytku czy wykoślawienia nóg; choć sporo jest i takich, których ciało naznaczone jest innymi rodzajami kalectwa: garbem, brakiem wargi czy ręki, przerażająco olbrzymiejącą, rozrastającą się w zaświaty dłonią. Mężczyźni są jednak najczęściej w świecie Leśmiana chromi. Bohaterki natomiast bywają zwykle dotknięte chorobliwą słabością, szpecącą im twarz (lica) i dłonie. To właśnie wychudzona, męczeńsko blada twarz i zmarniałe, „wycieńczone mgłami” ręce (Leśmian 2000: 341) – obok chwiejności, słaniania się przedstawianej postaci, jej upodabniania się do cienia – są typowymi u Leśmiana znakami wskazującymi na wyniszczającą obecność chorób kobiet czy mgieł dziewczęcych z takich wierszy jak na przykład: Com uczynił, żeś nagle pobladła?; Sen [Śniło mi się, że konasz samotnie…]; Po ciemku, po ciemku łkasz…; Powieść o rozumnej dziewczynie; Kocmołuch (Leśmian 2000: 497, 322, 282, 317, 362).
Widzialnymi śladami chorób, jakie dręczą przedstawiane u Leśmiana istoty – bywają także pojawiające się na ich skórze guzy, liszaje, rdza, pleśń, próchno. Takimi śladami są również, świadczące albo o chorobie, albo o zadawanym przez kogoś/coś bólu – blizny, niezagojone rany, krew na nogach, pręgi czy wyżarte pokrzywą imię na piersi. Niedomagania, jakich doświadczają postaci świata Leśmianowskiego – często poprzez rozmaite etapy ich zwielokrotniania się – prowadzą przede wszystkim do kurczenia się ich ciała, marszczenia, zmniejszanie objętości, rozpadania na kawałki,
. Bywa, że znakiem choroby, dość zaskakującym, jest nieopanowane rozdwajanie się ciała postaci, sprawiające wiele cierpienia istnienie w podwójności. Doznanie bólu prowadzi do zanikania postaci, męczone chorobą ciała stają się „rozwłóczynami”, „miazgą człowieczą” zgromadzoną wokół bólu, „kałużą ciała”, jak dzieje się z ciałem strąconego w przepaść , poniszczonego śmiertelnie Marcina Swobody, tytułowego bohatera ballady z Napoju cienistego 1936 (Leśmian 2000: 379). Rozpad uniemożliwia ciału „uciułać” się na powrót w całość, „ludzkie omieciny” z wiersza Piła z Łąki, poszarpane „na nierówne części” wprawdzie nie chorobą, ale miłosnymi pieszczotami, nie umieją już „znaleźć siebie w świecie” (Leśmian 2000: 212); mogą tylko umierać po raz wtóry, a w końcu i tak rozwiewają się w nic, rozpadają „na żal straszny do siebie / I niewiedzę o tym żalu”, jak dziewczyna z poematu Pan Błyszczyński z Napoju cienistego (Leśmian 2000: 474). Choroby nękające bohaterów Leśmiana są bowiem chorobami nie tylko na śmierć, ale przede wszystkim na niebyt czy „Bezbyt, / Poza którym nic nie prócz tego, że smutno…” (Leśmian 2000: 362).
Choroba czy kalectwo, choć szpeci i alienuje jednostkę, skazuje ją na samotność, marginalizację, jest jednak zarazem u Leśmiana źródłem tajemniczej wiedzy, niedostępnej ani duchowi, ani ciałom zdrowym:
Bolesław Leśmian : Kleopatra: [brak strony]
czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca
I wie jeszcze coś więcej, niźli wiedziec umie
Duch, co tylko raz jeden o śmierc się roztrąca.
Cierpienie umożliwia przekraczanie nieprzekraczalnych granic, jest gwarantem zbawczej transgresji. „Bardzo niemrawy i bardzo koślawy” Żołnierz, którego „Kula tak schłostała po nogach i bokach, / Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach” (Leśmian 2000: 251), w towarzystwie kulawego Chrystusa z przydrożnej kapliczki, skacząc „jako trzeba i jako nie trzeba” – przemierza „wieczność piechtami”, umie przejść przez „bezpole, bezkrzewie, bezlesie” i doskakuje „do samego nieba” (Leśmian 2000: 252, 253). Beznogiemu nędzarzowi z Zalotów, co na wózku, który „Turkocząc i furkocząc niezgrabnie i śmiesznie, / Odjeżdża, kalekując” (Leśmian 2000: 244) w zaświat, „w poszukiwań znoje, / W kraje przygód miłosnych, w wieczne niepokoje”; poniszczonemu śmiertelnie Marcinowi Swobodzie, Topielcowi – dane jest poznać zaświat, przelać się w otchłań, zjednoczyć z nią, dotrzeć „tam, gdzie właśnie […] / Ktokolwiek, zwierz lub robak, na [ich] miłość czeka” (Leśmian 2000: 380).
Wśród ułomności fizycznych Leśmianowskich bohaterów zwracają uwagę – poza najczęstszym kalectwem, jakim jest wspomniany już brak kończyn, bycie chromym czy rozcieńczanie się w mgłę, rozpadanie w nic – dwa zaburzenia związane z dysfunkcją receptorów wzroku, słuchu i równowagi, tj. ślepota oraz głuchota (a raczej głuchoniemota). One także, jak niepełnosprawność, jaką jest niemożność sprawnego chodzenia, wydają się pozornie tylko ograniczeniem, wyrokiem skazującym na samotność. W rzeczywistości zaś otwierają przed bohaterem możliwości nieosiągalne dla bytów „normalnych” i integralnych cieleśnie. Uszkodzony słuch i niemota tytułowej bohaterki wiersza Głuchoniema z Sadu rozstajnego 1912 – czynią ją „obcą sobie i światu”, bezimienną, ale zarazem pozwalają jej stać „między dniem i nocą”, należeć do tajemnego świata niedostępnego dla słyszących, a nawet prowadzić z nim bezsłowny dialog (Leśmian 2000: 71). Milczenie głuchoniemej dziewczyny jest jak boskie znamię, jak stygmaty świętych – w jej milczeniu jest bowiem jakaś nieodgadniona „struna, na której Bóg dłonie położył”; w jej oku „tai się gadatliwa śpiewka”, która zapewne miałaby moc „zbudzić na jeziorach uśpione łabędzie” (Leśmian 2000: 70). Głuchoniema z wiersza Leśmiana, „z duszą do umarłego podobną słowika, / Ta śpiewaczka bezgłośna, lira bez lirnika” (Leśmian 2000: 71 )pełni w jego poetyckiej filozofii rolę podobną do tej, z jaką związany został motyw „pieśni bez słów”. Jest znakiem wyboru sfery tego, co semiotyczne, przeciw temu, co uporządkowane, symboliczno-znaczeniowe, związane z sensem i Logosem. Jako aporia jest pomostem w zaświat. O takiej niemocie, od której aż śpiewno, mowa u Leśmiana kilkakrotnie. W poemacie Łąka śpiewna niemota jest znakiem metamorfozy przestrzeni realnej w nieziemską, świętą, w baśń:
Bolesław Leśmian : Łąka: [brak strony]
Zahuczały te groble, śpiewne od niemoty,
I w powietrzu było cudno,
Niby ludno, choć bezludno,
Jakby w nim się roiło od świąt i tęsknoty.
Obrazy kalectwa, jakim jest niemota, pełnią u Leśmiana także rolę subwersywną. Wielce znaczące jest, że naznaczone są nim jak stygmatem najczęściej postaci kobiece, jak gdyby brak głosu wskazywał na ich status bytowy. Leśmianowskie kobiety, dziewczyny raczej, jako dziewicza nicość, czysta potencjalność, pozbawione są często głosu; przedstawiane są tym samym jako twory ontologicznie niesamodzielne, nieautonomiczne, jako istoty powoływane do bycia/życia przez mężczyznę, od niego uzależnione, jemu podporządkowane. Ulegają czarom męskich bohaterów. Bez mężczyzny i stwórczej siły jego pragnienia nie potrafią zaistnieć. Istnieją o tyle, o ile są przedmiotem męskiego pożądania. W poezji Leśmiana niemota jako znak kobiecej słabości – staje się emblematem prawdziwej kobiecości. Leśmianowskie dziewczyny to właściwie cudne niebyty dziewuszyńskie, dziewczęce mgły nie mogące się wcielić, jak ta z Ballady bezludnej z Łąki (Leśmian 2000: 226) , „mgły nierozeznawki”, co się uwysmuklają i upodabniają do dziewczyn, co „los w snach zgubiły” (Leśmian 2000: 390), marne cudowne dziewczyńskie cienie, które tyleż istnieją, ile istnieć zaprzestają; „cuda chwiejne”, „czary nieścisłe”, „zakochane mglistości dziewczęce”, jak te z wiersza Śnigrobek, z tomu Napój cienisty (Leśmian 2000: 390). Wszystkie albo milczą, albo bezgłośnie łkają. Znaleźć je można najczęściej w „urojonych ogrodach”, bo i same mają urojone oczy, stopy, których „śladu nie stwierdziły kwiaty”; a ich warkocz jest tak płochliwy, że wciąż im ucieka i powraca na ramiona, i próżno szukać w nim „źdźbeł istnienia”, nie zaczął bowiem „dotąd istnieć w żadnym półśnie, w żadnym grobie” (Pan Błyszczyński, z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 471, 473).
Niemota jest więc często znakiem kobiecości pozbawionej jakiegokolwiek elementu dominacji, pasywnej, upodrzędnionej, podległej rozkazom mężczyzny, będącej słabością, bezsilnością, nieświadomością swej seksualności, siły i władzy własnej seksualności. Przecież nawet „duża i słodka” Kurianna, kiedy Alcabon porywał ją w kochanie i przywłaszczał sobie biel jej ciała, była cichutka w miłości – „A chłonęła go w siebie ciszkiem, jak mogiła” (Alcabon, z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 376). Cudny cień z ogrodu Pana Błyszczyńskiego – pieszczony i całowany – nie rozumie, że to miłość i pieszczota, ma nawet zimne usta, które być może dlatego mogą być „ostatnią posługą / Dla tych właśnie, którzy wierzą tylko w smutki” (Pan Błyszczyński, z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 472). Im bardziej taka kobiecość jest uległa, podległa, im bardziej uśpiona jest jej seksualność, tym bardziej jest przez mężczyznę pożądana. Kobieta jest w ten sposób – by użyć języka dzisiejszych gender czy queer studies – okastrowana, pozbawiona obrazów reprezentujących jej moc, jest biernym przedmiotem męskiego pożądania. „Okastrowana” w poezji Leśmiana kobieta – pozbawiona jest istnienia i głosu, słowa; jest nie-bytem, rozwiewa się w nic i jest milczeniem, ciszą. Głos, jaki czasem jest jej udzielany, jest głosem histerii – jeśli bowiem nie milczy, to ewentualnie łka poza murem głosem „zaprzepaszczonym”, jak bohaterka ballady o dwunastu braciach Dziewczyna z tomu Napój cienisty (Leśmian 2000: 349); skarży się chcąc się wcielić, stworzyć, dostać warg i oczu, piersiami się zabielić, jak mgła z Ballady bezludnej z Łąki (Leśmian 2000: 226); zanosi się krwawiącym się „o kwiaty i sęki”, kołaczącym o pnie drzewne, bezbrzeżnym płaczem, nie chcącym „wypocząć ni wyzbyć się męki”, jak w wierszu Matysek, z tomu Napój cienisty (Leśmian 2000: 356). W poemacie Dziejba leśna z tomu pod tym samym tytułem żyjąca „wbrew życiu”, martwa Dziewczyna pytana, co robi w grobowcu – odpowiada: „Cierpię” (Leśmian 2000: 541). Jedynym słowem, które słyszymy od umierającej z „westchnień nadmiaru” Kurianny – jest wołane w mrok: „Ginę!” (Alcabon, z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 376). Leśmianowskie niebyty dziewuszynie nie mają siły, by zaistnieć, doświadczać wszystkimi zmysłami świata, pogrążają się w stan depresyjnego poczucia osamotnienia, wciąż coraz bardziej marnieją i wreszcie rozwiewają się w nic, nie wypowiadają się, tylko cierpią i płaczą, nic o nich nie wiadomo prócz wiedzy o tej właśnie słabości, pustce, cierpiącym milczeniu. Są jak śpiące królewny z ciałem „tym piękniejszym, że już bez znaczenia”, z bladym uśmiechem, co „słumionemu istnieniu” przydaje chętnie „wyraz nieistnienia” (W pałacu królewny śpiącej z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 378).
Niemota kobiet jest u Leśmiana apologią tego, co przedsymboliczne, co jest samą potencjalnością, jest milczeniem przeciwstawionym fallogocentrycznej mowie. A jako taka jest – na wzór Barthes’owskiego punctum – łącznikiem z rzeczywistością pozajęzykową, pozwala przekroczyć granice słowa, przejść zmuszonym do milczenia, unieważnianym, „niewidzialnym” – do świata, gdzie cisza i milczenie mówią, a „normalni” i pozbawieni doświadczenia cierpienia wstępu nie mają.
Nieco inaczej sprawa ma się z dysfunkcją receptorów wzroku. Jeśli pojawiają się w świecie Leśmiana postacie chromych mężczyzn, jeśli tyle w nim głuchoniemych, niemych albo milczących kobiet, istot ślepych prawie nie ma. Wyjątkowo mowa jedynie o mgle dziewczęcej, która niedowcielona nie posiada oczu (Ballada bezludna z Łąki) (Leśmian 2000: 226), czy o boskiej nimfie Urwasi, która może, ale nie chce patrzeć na kochanka: „Nigdy cię nie podpatrzę! Dość, że dech twój słyszę! […] / Po cóż jeszcze mam widzieć to, co kochać mogę?” (Pururawa i Urwasi z tomu Łąka) (Leśmian 2000: 273-274). O ślepocie wspomina się najczęściej w metaforycznych określeniach, które odnoszą się do gwiezdnych przestrzeni i obojętnego kosmosu, nocy nic nie rozumiejącej z walki toczonej przez dwunastu braci, choroby trawiącej Buddę, czy ślepoty pochodzącej z zapatrzenia w słońce (zob. takie utwory jak: Dziewczyna; Zielona Godzina; U wód Hiranjawati – nad brzegiem żałoby…; W odmętach wieczoru) (Leśmian 2000: 349, 57, 534, 416). Niemniej jednak – jako że zmysł wzroku odgrywa w koncepcjach Leśmiana rolę niezwykle istotną – nawet ślepota bywa u Leśmiana rodzajem patrzenia. Zaburzenia wzrokowe kojarzone są wówczas z przywidzeniami, szaleństwem, opętaniem wizjami ze snów: „Opętały moją głowę / Przywidzenia kalinowe, / Że rozkwitam tej nocy, niby krzew zuchwały” (Leśmian 2000: 309). A przy tym okazuje się także, że poprzez ślepotę można patrzeć: „Poprzez ślepotę mroźnych cisz / Patrzał w wądoły i w niziny, / Co mu się śniły wzwyż i wzwyż!” (Bałwan ze śniegu z tomu Napój cienisty) (Leśmian 2000: 359) i zobaczyć nie byle co:
Bolesław Leśmian : Gwiazdy: [brak strony]
A światy roziskrzone – zaledwo na mgnienie
Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,
Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.
Obrazy chorych ciał, niemych, chromych czy ślepych istot – ściśle łączą się z poetycką filozofią autora Pieśni kalekujących – z gnoseologiczną koncepcją ujmującą cierpienie jako źródło wiedzy szczególnej, wyższej, prawdziwszej od tej zdobywanej dzięki prawidłowo funkcjonującym zmysłom. Dotknięte ułomnością narządy zmysłów stają się rodzajem pomostu w zaświaty. Choroba, kalectwo to u Leśmiana Lacanowskie „pęknięcie”, demaskujące pozorną jedność świata i wskazujące na istnienie świata innej Normy/Antynormy. Tak jak Nieświadomość jako dyskurs Innego wypowiada swoja prawdę w negatywny sposób, przejawia się przez pomyłki, tak byty Leśmianowskie zeszpecone męką, chorobą, rozpaczą, rozczłonkowane – są przypomnieniem/obecnością/apologią Chaosu, anty-Logosu, sfery tego, co semiotyczne.
Artykuły powiązane
- Dutka, Elżbieta – Kuśniewicz – ból i cierpienie
- Ładoń, Monika – Gruźlica: choroba – ciało – słowo
- Wachcińska, Olga – Ciało w obrzędzie pogrzebowym
- Rembowska-Płuciennik, Magdalena – Odojewski – ból